Z rozpalonymi policzkami mówimy o tym jak budujemy swoich agentów AI, jak i ile gadamy z AI, a czy tak samo rozpalamy się w rozmowach z prawdziwymi ludźmi?
Uczymy się promptowac na the-beściaka, a czy z równą determinacją uczymy się komunikować w oparciu o potrzeby społeczne? Czy tyle samo uważności mamy w kontakcie z człowiekiem?
Badamy ile czasu spędzamy ucząc się AI, czy także badamy ile czasu poświęcamy na interakcje i budowanie relacji z ludźmi?
AI podrzuca nam zawsze gratki i klepie po plecach, a czy jesteśmy przygotowani na dealowanie z różnymi emocjami i i spontanicznością interakcji z drugim człowiekiem?
Firmy inwestują w kompetencje AI, a czy równie mocno inwestują w kompetencje społeczne i budowanie silnych społecznie zespołów?
Trochę się obawiam, że sztuczna inteligencja może nam zrobić sztuczne organizacje JEŚLI nie złapiemy odpowiedniego balansu.
Bo organizacja to nadal przede wszystkim społeczność i ludzie, nie tylko technologia. Łykając jedną kompetencje (AI), możemy pożreć niefortunnie inną (kompetencje społeczne). Piszę o tym dlatego, że w większości dyskusji i wydarzeń wokół AI w jakich uczestniczę, wychodzę z poczuciem, że tego balansu AI i człowiek/relacje międzyludzkie jakoś nie ma. To tym bardziej ważne, gdy zmierzamy się w organizacjach z problemami wypalenia, braku zaangażowania, spadku motywacji i kryzysu relacji.
W czasach ekscytacji deep learningiem i AI, ja buduję nowy osobisty trend – DEEP HUMAN i zachęcam, by do mnie dołączyć. BO IM GŁEBIEJ NURKUJEMY W TECHNOLOGII, TYM GŁEBIEJ POWINNIŚMY ZANURKOWAĆ W CZŁOWIEKU.
Bo człowiek to nadal najważniejszy silnik zdrowych i wysoko funkcjonujących organizacji, i to człowiek nadal jest niezastąpiony w tym, by się: Pośmiać, Wypłakać, Przegadać, Przytulić
Mrugnać okiem, Zgodzić lub nie zgodzić sięczy Pójśc na spacer ( jak na załączonym zdjęciu😊).
Uważajmy na to by będąc bliżej technologii, nie być dalej od człowieka.


